Informacje
  • Południowa Floryda tonie w sinicach

    15-07-2018 11:42 Toksyny stanowią zagrożenie dla zdrowia
    Sinice na Bałtyku z lotu ptaka (WWF/Dariusz Bógdał)  

    Sinice masowo pojawiają się w zbiornikach wodnych i niektórych rzekach południowej Florydy. Bakterie znalazły się między innymi w jeziorze Okeechobee - największym akwenie słodkowodnym w całym stanie. Dodatkowym problemem jest konieczność spuszczenia wody z jeziora, aby zminimalizować zagrożenie powodziami.

    Od czerwca sinice pokryły około 90 procent powierzchni tego mierzącego 1890 kilometrów kwadratowych jeziora. Bakterie rozwinęły się w takim stopniu w niecały miesiąc. Sprzyjały im rekordowe opady zanotowane w maju oraz wysoka temperatura.

    Sinice pojawiły się na terenie sześciu hrabstw południowej Florydy, między innymi Okeechobee i Palm Beach. Gubernator stanu Rick Scott ogłosił dla regionu stan wyjątkowy. Umożliwia to podjęcie koniecznych działań na innych zbiornikach położonych na południe od jeziora Okeechobee - podała gazeta Sun Sentinel.

    Departament Zdrowia Stanu Nowy Jork podkreśla, że chociaż nie wszystkie sinice wydzielają toksyny, to niektóre ich typy mogą powodować wiele problemów zdrowotnych takich jak swędzenie, biegunka, reakcje alergiczne, nudności i trudności w oddychaniu.

    Wielokrotne przewyższenie norm

    Pobrane 5 lipca próbki sinic ze śluzy na rzece St. Lucie w mieście Stuart wykazały zawartość toksyn 15-krotnie przekraczającą ustanowione przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) normy bezpieczeństwa. Wysoki poziom szkodliwych substancji zarejestrowano również na rzece Caloosahatchee. Szczególnie zagrożene niekorzystnym wpływem alg są osoby mieszkające w rejonach, do których spływa woda z zanieczyszczonego jeziora.

    Dodatkowym problemem jest konieczność otwarcia jednej ze śluz na jeziorze. Korpus Inżynierii Stanów Zjednoczonych z Jacksonville chce spuścić wodę do ujść rzek Caloosahatchee i St. Lucie, aby zminimalizować występujące obecnie zagrożenie powodziami.

    Trudna sztuka kompromisu

    Doktor Diane Mas, związana z firmą consultingową z dziedziny inżynierii środowiska przyznała, że zrównoważenie ryzyka związanego z sinicami z tym płynącym z potencjalnych powodzi będzie ogromnym wyzwaniem.

    Inżynierowie armii amerykańskiej tłumaczą, że gdyby przy wzroście wody powstała wyrwa w otaczającej jezioro tamie Herbert Hoover Dike, zagroziłoby to powodzią 37 tysiącom mieszkańców żyjącym poniżej tamy, ich domom, innym budynkom czy infrastrukturze drogowej.

    - Tak długo, jak występują warunki sprzyjające kwitnieniu sinic - eutrofizacja, wysoka temperatura oraz dość spokojna woda - to zagrożenie będzie się utrzymywać - przestrzegła Mas.




Byłeś świadkiem ciekawego wydarzenia?

Zostań Reporterem 24 - wyślij nam swój materiał przez Kontakt24 lub kontakt24@tvn.pl!

Blogi

Tomasz Wasilewski

alt

Mroźne powietrze, które napłynęło ze wschodu zacznie ustępować dopiero za kilka ...

Wojciech Raczyński

alt

Polska jest w zasięgu niżu Pauline znad Finlandii i związanego z nim frontu atmo...

Arleta Unton-Pyziołek

alt

Wisi nad nami widmo suszy, gdyż prognozy na najbliższe pół roku są niepokojące. ...