Informacje
  • Dzikie koty na trasie huraganu. "Nie wiadomo, co mogłyby zrobić, gdyby się wydostały"

    14-10-2018 16:59 Zwierzęta są zdenerwowane, ale nie ranne

    - Ewakuowalibyśmy się, ale nie moglibyśmy zostawić zwierząt - mówią opiekunowie dzikich kotów ze schroniska Bear Creek Feline Center na Florydzie. Ośrodek znalazł się na trasie huraganu Michael.

    W schronisku Bear Creek Feline Center mieszkają 23 dzikie koty. Opiekunowie opowiadają, że zwierzęta już  kilka dni przed atakiem huraganu Michael wyczuwały jego nadejście. Saint, samiec pumy, nerwowo krążył po swojej zagrodzie i "płakał".

    - Koty były bardzo zdenerwowane - mówi Bertie Broaddus, która wraz z mężem Jimem prowadzi ośrodek od 2000 roku.

    - Gdyby (koty) żyły w stanie dzikim, instynktownie przeniosłyby się w inne miejsce - podkreśla Jim. - Ale w niewoli nie mają takiej możliwości. Kulą się, żeby przeczekać, a kiedy jest po wszystkim, są poruszone. Przeżywają traumę tak samo, jak ludzie - dodaje.

    Powalone drzewa, zniszczone budynki

    Gdy nadciągnął Michael, właściciele schroniska nieustannie sprawdzali, jak radzą sobie ich podopieczni. - Ewakuowalibyśmy się, ale nie moglibyśmy zostawić zwierząt - zaznacza Jim.

    Schronisko zostało poważnie zniszczone. Żywioł łamał gałęzie i wyrywał drzewa z korzeniami. Główna droga dojazdowa została zablokowana. Wiatr uszkodził dach budynku i garaż. Odcięte zostały dostawy prądu, bieżącej wody, nie działał telefon. Ale zwierzęta ocalały.

    - Dzięki Bogu żaden z kotów nie został ranny, wszystkie są zdrowe. Również pracownicy są cali i zdrowi - mówi Jim Broaddus.

    Dobra wiadomość jest też taka, że żadne ze zwierząt nie uciekło, czego bardzo obawiali się okoliczni mieszkańcy.

    - Te koty mogą skrzywdzić ludzi. Nie wiadomo, co mogłyby zrobić, gdyby się wydostały - przyznaje Bertie. W ośrodku żyją serwale sawannowe, jaguarundi, rysie, pumy i pantery.

    Naprawa uszkodzeń potrwa pół roku i będzie kosztowała około 100 tysięcy dolarów - szacują właściciele.

    Schronisko dla dzikich kotów

    W 2000 roku Bertie Broaddus, emerytowana nauczycielka, wraz z mężem założyli w pobliżu miasta Panama City na Florydzie schronisko dla dzikich kotów. To przedsięwzięcie non-profit, prowadzone dzięki pomocy wolontariuszy i wpłatom od licznie odwiedzających ośrodek turystów. Dzienny koszt utrzymania zwierząt - jedzenie i opieka medyczna -  to około 600 dolarów.

     

Byłeś świadkiem ciekawego wydarzenia?

Zostań Reporterem 24 - wyślij nam swój materiał przez Kontakt24 lub kontakt24@tvn.pl!

Blogi

Tomasz Wasilewski

alt

Chłodny początek grudnia to jeszcze nie zima, ale na więcej niż kilka stopni pow...

Wojciech Raczyński

alt

W ciągu następnej doby wyż Sarena przemieści się nad Rumunię. ...

Arleta Unton-Pyziołek

alt

Jak wygląda obecnie pogoda na święta? Około 18 grudnia nad Atlantykiem uformować...