Pogoda

Dodaj lokalizację
Aktualna temp.: 6°C 9°C 0°C Przejściowe zachmurzenie
zwiń

Informacje

  • "Dziki są sanitariuszami lasu".
    To istotny element ekosystemu

    10-01-2019 20:05

    "Winne nie są ani dziki, ani świnie, tylko człowiek"

    Hongkong ma problemy z dzikami [Cable News Network Inc. All rights reserved 2019]

    Nie milknie sprzeciw przeciwko planowanemu odstrzałowi dzików w Polsce. Rząd w ten sposób chce walczyć z afrykańskim pomorem świń. Naukowcy przekonują jednak, że nie tędy droga i podkreślają istotną rolę dzików w funkcjonowaniu ekosystemu. "Winne nie są ani dziki, ani świnie, tylko człowiek" - mówi dr Zbigniew Wajdzik.

    - Odstrzał dzików to katastrofa ekologiczna i morderstwo na gatunku, zupełnie nieuprawomocnione, ponieważ badania naukowe pokazują, że właśnie odstrzał spowoduje szybsze rozprzestrzenianie się wirusa afrykańskiego pomoru świń. Na dodatek będziemy mieć problem również z ekosystemami, których dzik jest bardzo ważnym elementem, jako wielki sanitariusz lasów - przekonywała w rozmowie z TVN24 dr Ewa Zgrabczyńska, dyrektor poznańskiego zoo. Wraz z ponad 300 naukowcami podpisała się pod listem do premiera Mateusza Morawieckiego, w którym wyrażają sprzeciw wobec planowanego odstrzału dzików.

    W związku z planowanym odstrzałem dzików stanowisko zajęła Naczelna Rada Łowiecka oraz Zarząd Główny Polskiego Związku Łowieckiego.

    Nie tędy droga

    Jak argumentowała Ewa Zgrabczyńska, dzik jest gatunkiem potrzebnym naszemu środowisku naturalnemu i nie można go zwalczać pod pretekstem walki z afrykańskim pomorem świń. - Jak pokazują badania naukowe i opinie naukowców, nie zapobiegnie to w żaden sposób tej chorobie - dodała. Dyrektor poznańskiego zoo wskazała, co pomoże w walce z afrykańskim pomorem świń. - Bioasekuracja i utrzymywanie czystości w gospodarstwach wiejskich, w chlewniach, wdrażanie zasad związanych z zapobieganiem zakażeniom i przede wszystkim niewyrzucanie odpadków do lasów - wyliczała metody Zgrabczyńska.

    Na istotę bioasekuracji zwracał uwagę w rozmowie z TVN24 również dr Marek Wajdzik z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, który jako pierwszy podpisał się pod listem do premiera. - Winne nie są ani dziki, ani świnie, tylko człowiek, który rozprzestrzenia afrykański pomór świń - mówił.

    CZYTAJ WIĘCEJ O BIOASEKURACJI NA TVNMETEO.PL

    Mniej czynników limitujących populację dzika

    Z Małego Rocznika Statystycznego wynika, że w roku 1995 r. było w Polsce 81 tysięcy dzików, w 2005 - 174 tysięcy, a w 2017 - 215 tysięcy dzików.

    Zdaniem dr. Wajdzika, za wzrost liczebności dzików w ostatnich latach odpowiadają zmiany środowiskowe. - Mamy wzrost areału kukurydzy, w ciągu ostatnich lat przynajmniej kilkukrotny, który dziki wykorzystują jako miejsce schronień, ale przede wszystkim jako pokarm. Te małe dziki przystępują do okresu rozrodczego - wyjaśniał rozmówca TVN24.

    - Może należałoby wziąć pod uwagę, że należy zmniejszyć areały kukurydzy, żeby te dziki aż tak masowo nie przystępowały do tego rozrodu i pod tym względem ta sytuacja powinna być rozwiązana - mówił Wajdzik.

    Zdaniem dyrektora Instytutu Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk w Białowieży, profesora Rafała Kowalczyka, populacja dzika w Polsce rośnie, bo czynniki, które kiedyś limitowały populację dzika - niższa dostępność pokarmu czy surowe zimy - w tej chwili nie działają tak jak dawniej.

    - Mamy łagodne zimy, a brak silnych mrozów i wysokiej pokrywy śniegu zwiększa przeżywalność dzików. Po drugie zwiększa się baza pokarmowa dla tych zwierząt - mówił profesor Kowalczyk. Wyjaśniał, że w ciągu ostatnich 30 lat w Polsce obszar upraw kukurydzy zwiększył się kilkunastokrotnie.

    - Pola kukurydzy oferują dzikom pokarm i osłonę. A kukurydza uprawiana na ziarno dostępna jest na polach nawet w grudniu czy styczniu - podkreślił.

    Dokarmianie dzików

    Uprawy kukurydzy to nie wszystko, dziki są również dokarmiane przez myśliwych, którzy wykładają im duże ilości karmy na nęciskach.

    To wszystko zaś powoduje - mówił prof. Kowalczyk - że dziki szybciej rosną i szybciej dojrzewają. - W przypadku dzika jest graniczna masa ciała, którą musi osiągnąć samica, by móc się rozmnażać. Ze względu na wysoką dostępność pokarmu samice mogą wcześniej niż zwykle przystępować do rozrodu. A w dodatku ich mioty mogą być większe - wyjaśniał.

    Degradacja ekosystemu

    Przetrzebienie populacji dzików może mieć wpływ na cały ekosystem. Jak mówiła Zgrabczyńska, nie pozbędziemy się afrykańskiego pomoru świń, ale "pozbędziemy się gatunku bardzo istotnego w ekosystemach naturalnych".

    - Pamiętajmy o tym, że dzik buchtując, czyli ryjąc w ściółce, doprowadza do tego, że zmiękcza glebę, nasiona mogą lepiej kiełkować, las może się odnawiać. Dziki są wszystkożerne, więc jedzą na przykład gryzonie. Gdyby tych dzików nie było, mógłby pojawić się masowy napływ gryzoni. Dziki są też sanitariuszami lasu. Jeżeli znajdą padlinę, potrafią ją zjeść - tłumaczył Wajdzik.

    "Jestem z dzikiem"

    Decyzja o przeprowadzeniu masowego odstrzału dzików spotkała się z dużym sprzeciwem środowisk naukowych, polityków oraz działaczy społecznych.

    - Staję po stronie dzików, jestem z dzikiem i zawsze będę ze względu na to, że unicestwienie gatunku tak istotnego, tak ważnego bez powodu i bez danych naukowych jest nie tylko absurdem, ale i złamaniem obowiązujących przepisów prawa i międzynarodowych konwencji dotyczących zarządzania i istnienia dzikich gatunków zwierząt na terenie Polski - przekonywała Zgrabczyńska.

    Polowania w trzech województwach

    W środę minister środowiska Henryk Kowalczyk powiedział, że w styczniu polowania na dziki odbędą się na terenie trzech województw. Dodał, że w ten sposób ma zostać stworzona strefa buforowa pomiędzy terenem, gdzie występuje ASF, a obszarami gdzie tej choroby nie ma.

    - Linia demarkacyjna przebiega przez województwa warmińsko-mazurskie, mazowieckie i lubelskie - powiedział Kowalczyk. - Powiatów, gdzie polowania zaplanowano, nie chciałbym podawać, aby tam nie było protestów, płoszenia dzików - dodał.

    Wyjaśnił, że wzmożone polowania mają odbyć się 12, 19 i 26 stycznia. Pytany o to, czy takie polowania będą prowadzone również w lutym (co wymagałoby zmiany prawa) powiedział, że "na razie takiego zamysłu nie ma, zobaczymy, jakie będą efekty styczniowych odstrzałów".

    Kowalczyk odniósł się także do protestów, przypominając, że nie ma żadnych rządowych planów eliminacji dzików. - Jest realizacja planu łowieckiego, odstrzały są zgodne z zatwierdzonymi planami łowieckimi - podał.

    - Część osób, w tym naukowców, chce cofnięcia decyzji o odstrzale redukcyjnym. Nie możemy tego zrobić, bo taka decyzja nie zapadła. Obecne wysiłki służą lepszej koordynacji działań, by wszystkie koła łowieckie, znajdujące się na danym terenie, działały w tym samym czasie. Poprzez skoordynowanie działań na terenie kilku powiatów chcemy zapewnić, by spłoszone dziki nie przedostały się na tereny, gdzie nie występuje ASF - mówił w środę minister środowiska.

    Zapewnił, że oprócz odstrzałów i bioasekuracji, zalecone zostały intensywne poszukiwania padłych dzików.

  • Dziki
    W końcu jakiś rozsądny komentarz naukowca,leśniczego i prawdopodobnie myśliwego.
    ~ziom /2019-01-10 22:40

Byłeś świadkiem ciekawego wydarzenia?

Zostań Reporterem 24 - wyślij nam swój materiał przez Kontakt24 lub kontakt24@tvn.pl!

Blogi

Arleta Unton-Pyziołek

alt

Nad Polską toczy się walka między północą i południem. Polem tej walki, strefą ś...

Tomasz Wasilewski

alt

Nietypowo wysoka jak na luty temperatura utrzyma się jeszcze przez kilka dni, a ...

Wojciech Raczyński

alt

Polska jest pod wpływem wyżu Dorit znad Bałkanów...