Informacje

  • "Uciekałem jak najdalej od tamtych drzew".
    Harcerze relacjonują tragiczną noc w lesie

    12-08-2017 16:57

    Łącznie podczas nawałnic zginęło pięć osób

    Nawałnica połamała wiele drzew

    Foto: TVN24; Film: TVN24

    W nocy z piątku na sobotę w okolicy miejscowości Suszek w województwie pomorskim przeszła silna nawałnica. Ewakuowany został obóz harcerski w lesie. Niestety, zginęły dwie harcerki. - Ja byłem bardzo przerażony, że coś może mnie przygnieść - opowiadał na antenie TVN24 jeden z harcerzy.

    W nocy z piątku na sobotę nad obozem harcerskim w lesie przeszła nawałnica. Harcerze opowiedzieli na antenie TVN24 o tej przerażającej nocy.

    - Nagle zerwał się bardzo silny wiatr - powiedział jeden z uczestników obozu. - Na początku konar spadł przed nasz namiot - dodał.

    Jak powiedział na antenie TVN24, jeden z jego kolegów został uderzony gałęzią w głowę.

    - Biegliśmy, aż dobiegliśmy do miejsca, gdzie mogliśmy się schować - opowiedział chłopiec. - Dopiero tam zaczął narzekać, że boli go głowa, że nic nie pamięta, aż stracił przytomność. Tam go obudzili medycy - dodał harcerz.

    - Jako pierwsze zostały powalone drzewa przy zejściu do jeziora, gdzie było zagłębienie w terenie - powiedział inny harcerz, o imieniu Wiktor. - Tam schowaliśmy się pod tymi konarami, co dało nam ochronę przed następnymi - dodał.

    Schronienie w młodym lesie

    Jak tłumaczył Wiktor, potem wszystkich ewakuowano do młodego lasu, do szkółki. Wiktor powiedział, że Sztab Zarządzania Kryzysowego na obozie wytyczył trasę do szkółki. Byli też tam ratownicy. Jak powiedział chłopiec, strażacy i ratownicy medyczni ze szpitala dotarli dopiero około 5 rano.

    - Ja osobiście byłem bardzo przerażony, że coś może mnie przygnieść i uciekałem jak najdalej od tamtych drzew - powiedział harcerz. Niektórzy koledzy harcerzy znajdują się w szpitalu. Jeden z nich czuje się już lepiej, ale nie pamięta, co się działo. Inny z harcerzy był operowany, ponieważ konar uderzył go w potylicę. Stracił on pamięć z obozu.

    Jak przebiegała ewakuacja?

    - Około godziny 21.30 jedno z drzew runęło na nasz namiot, wtedy zaczęła się ewakuacja - relacjonował na antenie TVN24 jeden z uczestników obozu harcerskiego w Suszku, gdzie w nocy przeszła potężna nawałnica. To właśnie tam zginęły dwie nastolatki.

    Jak opowiadał harcerz, drużynami kierowali drużynowi, a całością akcji kierował komendant obozu, a cała operacja trwała około 2-3 godzin. - Drużyny były na bieżąco liczone. Szukaliśmy, kiedy wiedzieliśmy, że kogoś brakuje - mówił.

    - Jeżeli kogoś nie było, to przeszukiwaliśmy namioty - dodał harcerz. Nie było wielu rannych, a ich obrażenia nie były bardzo poważne.

    Prawie wszystkie drzewa są powalone

    Jak powiedział uczestnik obozu, las - gdzie był rozbity obóz - wygląda teraz jak pobojowisko, jak miejsce przejścia fali uderzeniowej. Tylko nieliczne drzewa jeszcze stoją - podsumował.

    - Nie było czasu na spakowanie czegokolwiek. Musieliśmy uciekać tak, jak staliśmy - powiedział harcerz.

    Rzeczy pozostawione na obozie zostaną spakowane i przewiezione do Łodzi.

    Jak powiedziała mama harcerza, nikt nie spodziewał się, że ta nawałnica będzie tak silna. Uważa, że nie dało się uniknąć tej sytuacji. Kobieta bardzo denerwowała się, gdy nie wiedziała, w jakim stanie jest jej syn. Teraz emocje już trochę opadły.

    Tragiczna noc

    Łącznie podczas nocnych nawałnic zginęło pięć osób. - Wszystkie te osoby zmarły w województwie pomorskim - poinformował rzecznik prasowy Komendy Głównej Państwowej Straży Pożarnej Paweł Frątczak. - Około 50 zostało rannych, w większości niegroźnie – poinformowała w sobotę straż pożarna. Zerwanych zostało także około 120 dachów, zniszczone są też liczne drogi i kilkadziesiąt hektarów lasów.

    Pogoda nadal jest groźna

    Nadal obowiązują ostrzeżenia pogodowe przed upałem i burzami z gradem.

    Deszcz, wiatr i burze towarzyszą także w sobotę mieszkańcom wielu regionów. Śledź aktualną sytuację pogodową.

    Zobacz całą rozmowę z harcerzem:

Podziel się:

Prognoza pogody na Facebooku:
  • Bateria arlet
    Tylko gdzie w lesie naładuje baterię, jak się rozładuje. Ładowarki solarnej raczej nikt nie ma. niby współczesne smartfony mają możliwość odbioru komórkowych komunikatów o zagrożeniach. Tylko czy to działa? Trzeba mieć też zaktywowanej.
    ~Zygfryt /2017-08-14 10:47
  • trening i wyobraźnia
    w takim przypadku choćby w ramach treningu dla harcerzy trzeba było przenosić obóz w bezpieczne miejsce choćby nieobliczalna burza mogła przejść bokiem, aby pokazać harcerzom, że siły natury trzeba traktować, jak śmiertelnego wroga, przed którym trzeba się stosownie zabezpieczać. Stąd za w czasu kierownictwo obozu powinno podjąć działania ewakuacyjne w miejsca gdzie się można bezpiecznie schronić choćby w ramach treningu.
    ~Jonek /2017-08-14 10:46
  • Dotarcie do poszkodowanych
    Można było użyć z wojska wozy opancerzone albo czołgi aby szybciej przedostać się do poszkodowanych
    ~Alek /2017-08-13 21:58
  • Kto zawinił?
    Zgodnie z prawem sprawa musi być przebadana, ale my nie szukajmy na siłę winnych, nie dajmy się zwariować! I te nagłe kontrole na innych obozach! To może zakazać harcerzom w ogóle biwakowania? Niech zdobywają stopnie harcerskie na sali gimnastycznej! Najlepiej w dużym mieście, gdzie w razie jakiegoś wypadku wszystkie służby szybko się pojawią!
    ~ot co /2017-08-13 20:48
  • ostrzeżenie
    Od początku nurtuje mnie pytanie, czy mieli smartfony jeśli tak to czy mieli dostęp do internetu. Musiały pojawiać się ostrzeżenia. Chyba, że nie wolno im było korzystać z internetu.
    ~don pedro /2017-08-13 20:05

Byłeś świadkiem ciekawego wydarzenia?

Zostań Reporterem 24 - wyślij nam swój materiał przez Kontakt24 lub kontakt24@tvn.pl!

Blogi

Arleta Unton-Pyziołek

alt

W czwartek żegnamy lato meteorologiczne. Na piątek przypada pierwszy dzień meteo...

Tomasz Wasilewski

alt

Po chłodnym, czasami wręcz jesiennym początku września, w tym miesiącu możemy je...

Wojciech Raczyński

alt

Polska pozostanie pod wpływem niżu znad Ukrainy i związanego z nim deszczowego f...